Loża Szyderców: Let's kick politics out of football

logo podstawoweGłośne pssyyyt rozległo się po całym samochodzie, gdy w drodze do Gliwic siedzący na tylnym siedzeniu kolega otworzył puszkę z... Harnasiem. Nim w ogóle zdążyliśmy zadać pytania jako to?, dlaczego?, co ty wyprawiasz? kolega pospieszył z wyjaśnieniami: No przecież dziś musimy kibicować Widzewowi, w jego rękach nasz los, to się przygotowałem...

Nie, nie kibicowaliśmy w ostatniej kolejce Widzewowi, ale prawda jest taka, że pod koniec meczu, siedząc na stadionie w Gliwicach bardziej niż (w końcu!) efektowne wyczyny braci Maków, interesowało nas czy łodzianie wyrównają stan meczu z Podbeskidziem. Nie wyrównali i dokonał się los.

Pamiętamy te smutne oczy trenera Kamila Kieresia. Człowieka, który miał pełne prawo czuć dumę z postawy swojego zespołu w całej rundzie, a jednak z jego oczu można było wyczytać żal i rozczarowanie. Wyglądał jak dziecko, które właśnie się dowiedziało, że w sklepie do którego przyszło z rodzicami nie ma jego ulubionej zabawki.

DSC 5487

Pamiętamy pełne stresu oblicze prezesa Marcina Szymczyka przed meczem i ten sam zawód na twarzy po ostatnim gwizdku, gdy właśnie chwile co wcześniej zdegradowana z Ekstraklasy ekipa pakowała się do klubowego autobusu, by wsiąść w smutną powrotną drogę do domu.

Ten sam prezes Szymczyk siedząc cichutko jak myszka na końcu długiego konferencyjnego stołu, chcąc nie chcąc, musiał wziąć udział w dwóch konferencjach prasowych, w których główne skrzypce grali Marek Chrzanowski i Jacek Kaczorowski. Politycznej hucpie, która została rozegrana na klubie, którym posłużono się jako narzędziem w politycznej grze.

Wszyscy wiemy o co chodzi, bo temat był i wciąż jest żywy. W skrócie: EKS Skra przejmuje ok. 70 procent akcji GKS, których nie był wstanie spłacić Bełchatowsko-Kleszczowski Park Przemysłowo-Technologiczny, a stadion i boiska klubowe przejmie w swe władanie samorząd miasta, choć pierwotne ustalenia były takie, że obejmie je powiat. Wiemy, że nie obejmie, bo starosta jest be. Tak przynajmniej wynika z przekazu płynącego z obu konferencji.

fot. GKS Bełchatów SSA

Nam, miłośnikom bełchatowskiego sportu i wielu kibicom GKS jest wszystko jedno jaka była sentencja zdarzeń, kto z kim na spotkania się umawiał, kto na nie przyszedł, a raczej kto nie przyszedł, kto był zaproszony, a kto zaproszony się nie poczuł. To tematy dla polityków, nie mające ze sportem nic wspólnego.

Kibic, czytelnik sam może ocenić, czy staroście zabrakło odwagi, czy może jednak potrafi liczyć. Sam może też rozważać, czy całe to zamieszanie to nowa jakość w bełchatowskim sporcie, otwarcie, które przyniesie świetlaną przyszłość, czy tylko gra na przetrwanie, oby do wyborów, tych w PGE i samorządowych. A potem jakoś to będzie...

Nie dalej jak wczoraj usłyszeliśmy od znajomego, że "Piątka Wspaniałych" z konferencji, a w domyśle prezes koncernu i prezydent, bo przecież oni wszystkim kręcili, uratowali nam klub. No być może. Ale choć w tej sprawie zorganizowano dwie konferencje, to wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi. Bo w potoku oględnych słów nie padły żadne kwoty, daty i konkrety. Nie wiemy na przykład kto i jak będzie zarządzał stadionem, jakie imprezy oprócz meczów piłki nożnej będą się tam odbywać (dacie sobie rękę uciąć, że za rok nikt nie zorganizuje przy Sportowej 3 na przykład Dni Papieskich...?) i wreszcie ile klub zapłaci za dzierżawę i czy stać będzie go na podatek od nieruchomości. I choć wierzytelność Parku jest ponoć wyceniona lub też w trakcie wyceniania (prezes koncernu raz twierdził jedno, raz drugie), nikt nie odpowiedział na pytanie ile EKS zapłaci za 70 procent akcji klubu i przede wszystkim skąd weźmie te siedem baniek (klub był wyceniany na 10 mln przecież). Pewności nie mamy żadnej, że za półtora roku znów się okaże, że nie ma kto za akcje zapłacić. I znów bedą konferencje, odpowiedzi na konferencje i odpowiedzi na odpowiedzi...

DSC 6091

Polska piłka nożna zna i wciąz żywo pamięta różnej maści szrlatanów-hochsztaplerów pokroju Ptaków, Begdasów, Wojciechowskich czy innych Królów... Zawsze dziękowaliśmy losowi, że nigdy nie pchnął GKS-u w rące takiego biznesowego kacyka, bo po nich zawsze zostawały zgliszcza.

GKS jednak zawsze miał inny problem, związany z kopalnią, matką i żywicielką, w której od zawsze też rządziła polityka. Nigdy jednak do tej pory, nie uwidaczniała się ona tak jaskrawo jak w minionych dniach. Pamiętacie, by kiedykolwiek ktoś orgnizował polityczne konferencje na temat GKS? A potem ktoś inny publicznie na nie odpowiadał, by za chwilę znów ktoś organizował konferencję, tylko po to by w blasku fleszy zrugać swojego politycznego partnera, czytaj: konkurenta. Bo przecież druga "konfa" w bufecie trybuny północnej, to nic innego jak wewnątrzkoalicyjna pyskówka polityczna.

Ktoś wyciera sobe gębę GKS-em...

Dlatego nie wiemy jak Wy, ale nam w tym momencie przychodzi do głowy parafraza znanego z jednej z piłkarskich gier komputerowych, angielskiego hasła o wykopywaniu rasizmu ze stadionów. My dziś mówimy podobnie: Let's kick politics out of football...!!!