Loża Szyderców: Nie, nie, Skra nie jest jak FC Barcelona i długo nie będzie

logo podstawoweByć jak FC Barcelona - dziś to marzenie wielu. Wzorować się na katalońskim klubie zapragnęła także Skra Bełchatów. Podobnie jak słynna Barça, od nowego sezonu PGE Skra będzie prezentować na swoich koszulkach logo UNICEF. I na tym jakby podobieństwa się kończą.

Nie tak dawno informowaliśmy, że KPS Skra Bełchatów podpisała unikatową w skali nie tylko polskiego sportu umowę z UNICEF (TUTAJ), stając się partnerem tej ONZ-owskiej agendy działającej na rzecz dzieci na świecie. Jak jeden mąż wówczas wszyscy powtarzali, że bełchatowski klub będzie od teraz niczym FC Barcelona. Fakt, trudno się dziwić, dzisiaj do Dumy Katalonii chętnie porównuje się każdy, wszak zespół z Camp Nou w ostatnich czasach wprowadził futbol do innego wymiaru. Na siłę podobieństw parę między Skrą, a Barceloną by się znalazło, tyle, że nijak się one mają do pozycji i siły medialnego przekazu obu klubów, czy też samej formy ich współpracy z UNICEF.

DSC06341

Ci, którzy chcą szukać podobieństw między klubami w kolorach blaugrana i żółto-czarnym mogą rzec, że to upadłe anioły, potęgi, które w minionym sezonie spadły z piedestału, choć przez ostatnie lata dominowały absolutnie. Skra w swojej lidze dominowała nawet dłużej, ale poza nią już jednak nie. Barcelona do absolutyzmu na hiszpańskich boiskach dorzuciła jeszcze trzy Puchary Europy, wywalczone w ostatnich sześciu latach. O superpucharach nie wspominając. A i klubowe mistrzostwo świata jej się trafiło. Skra o te trofea też grała, ale wygrać nie dała rady.

Ale, kto wie, kto wie... W końcu w tym roku znowu nadarzy się okazja. Tak, tak, bo Skra znowu zagra w Klubowych Mistrzostwach Świata. Pytacie jakim prawem, skoro nie tylko nie wygrała Ligi Mistrzów, ale nawet w Plus Lidze okazała się tylko numerem dwa?! Przykro nam, nie odpowiemy. Sami się nad tym głowimy. Wydaje nam się, że Skra ma w KMŚ stałe miejsce, może za zasługi, choć trudno nam powiedzieć jakie. W każdym razie tutaj widać różnicę. Barcelony zasługi dla futbolu można by długo wymieniać - od filozofii piłki, przez genialnych piłkarzy, po styl gry - to jednak na piłkarskie Klubowe Mistrzostwa Świata nikt Barçy nie zaprosił. Pojedzie tam nudna Chelsea, bo to ona wygrała Ligę Mistrzów. Ot, taka różnica między podejściem do sprawy w obu dyscyplinach.

Lata hegemonii obu klubów zakończyły się w poprzednim sezonie, kiedy oba znalazły w swoich ligach pogromców - Skra w postaci Resovii, a Barça w Realu Madryt. I tu powoli zbliżamy się do ściany, na której kończą się nasze pomysły na podobieństwa między oboma klubami. No może jeszcze jedno. Konrad Piechocki powiedział kiedyś, że "Skra to dobro narodowe". Czy można to podciągnąć do wymalowanego na siedziskach stadionu Camp Nou hasła wytrychu, które fani Blaugrany mają wyryte w sercach od ponad 40 lat, czyli słynnego "Més que un club" (Więcej niż klub)? Naszym zdaniem nie, ale pewnie tych co byli na zlocie fanów Skry i tak nie przekonamy.

Dalsze szukanie podobieństw między oboma klubami nie ma najmniejszego sensu, bo dzieli je tak wiele, jak dzieli futbol od siatkówki. Różnice w popularności zarówno wśród kibiców, mediów, czy sponsorów to całe lata świetlne. Z tego też powodu zwyczajną stratą czasu byłoby przedstawianie tu różnic między Skrą, a FC Barceloną. Dlatego skupmy się na meritum, czyli UNICEF-ie. Wszak to ta ONZ-owska organizacja działająca na rzecz dzieci na całym świecie sprawiła, że teraz czytacie ten tekst.

Skra jest pierwszym klubem siatkarskim, który nawiązał współpracę z UNICEF. Barcelona była pierwsza w ogóle. Jej mariaż z UNICEF trwa od 2006 roku. Umowę podpisano dwa miesiące po tym, jak kataloński klub oczarował świat wygrywając Ligę Mistrzów z wielkim Ronaldinho w składzie i wschodzącą gwiazdą Leo Messiego. Zadłużony klub, będący u szczytu popularności mógł liczyć nawet na 20 milionów euro rocznie, gdyby wybrał na swoje koszulki logo sponsora komercyjnego.

Barcelona postąpiła inaczej. Nie tylko zrezygnowała z grubej kasy, ale przeciwnie, sama zobowiązała się płacić na rzecz UNICEF ok. 1,5 mln euro rocznie (dodajmy, że w pierwszym roku od razu wpłaciła 1,9 mln euro). Owszem, powiecie, że to niewielki procent w budżecie tego klubu. Ale przecież Barça płacić nie musiała wcale, sama mogła zgarnąć pokaźną sumkę od jakiegoś Bwin, czy innego Samsunga.

fot.032

Dodajmy, że w ponad 100-letniej historii klubu z Katalonii nigdy komercyjnej reklamy na koszulkach nie było. Nie chcieli się na to zgodzić socios, czyli oficjalni członkowie klubu, opłacający składki. Jest ich ponad 150 tysięcy. Bo FC Barcelona nie jest jakąś tam spółką, tylko stowarzyszeniem, dowodzonym owszem przez prezydenta, ale najważniejsze decyzje podejmują socios. Szefa klubu wybierają w wyborach bezpośrednich i ma on więcej głosów niż w naszych wyborach zbiera prezydent Bełchatowa.

Jak zatem na tym tle wygląda współpraca Skry z UNICEF? No raczej blado, bo oprócz prezentowania logo tej organizacji na koszulkach, Skra od siebie daje niewiele. - Nie sztuką jest wypisanie przez księgowego czeku. Sztuką jest budowanie świadomości, dotarcie z ideą UNICEF, do jak najszerszej grupy osób - mówił przy podpisaniu umowy Marek Krupiński, dyrektor generalny UNICEF Polska.

Jasne! Przecież tu chodzi o to, żeby Skra mogła się podlansować. I hasło, że jesteśmy jak FC Barcelona bardzo w tym pomaga. Dyrektor UNICEF Polska nawet tego nie kryje i mówi wprost, że jeśli kibice Skry zobaczą logo jego organizacji na koszulkach swoich pupili, ba, zobaczą samych siatkarzy wspierających akcję (podczas podpisania umowy Wlazły, Pliński, Winiarski i spółka wysłali SMS na rzecz dzieci dotkniętych trzęsieniem ziemi na Haiti; koszt... 2,46 zł, już z VAT... doprawdy szczodry gest), to chwycą za portfel, tudzież telefon i rzucą grosz do skarbonki lub wyślą płatnego SMS-a.

Skra inaczej więc niż Barcelona konta UNICEF zasilać nie będzie. No chyba, że wyślecie na meczu SMS pod numer, który poda DJ Ucho. Wy wesprzecie UNICEF, a splendor spłynie na Skrę. O to, przecież w tym chodzi. Możecie też kupić sobie replikę Pucharu Polski, albo pucharu za wicemistrzostwo kraju. Żeby nie było, że krytykujemy ten pomysł, podajemy namiary na aukcję na Allegro. Proszę, dostępna jest tutaj... o TUTAJ. Zapraszamy do kupna, wesprzecie dzieci w Haiti, a przy okazji Skrę rzecz jasna i jej filantropijny wizerunek. Bo tak właśnie wygląda filantropia po bełchatowsku. Skra się lansuje, a płacić macie Wy!

To zresztą nie tylko bełchatowska domena, na prawdę żeby nie było, że Skry się czepiamy. Dzisiaj na każdym kroku rożne Mroczki i inne Cichopki wystawiają na aukcje co się da, jakieś znoszone dżinsy, które zagrały w 865. odcinku "Klanu", czy innego "M jak miłość", czy też sportowe koszulki z autografem, w których licytowaniu lubują się sportowcy. Jakież to z ich strony poświęcenie, nieprawdaż? Straszne, pozbyć się takiej pamiątki. A ciemny lud niech licytuje.Co innego olimpijski medal, zwłaszcza złoty. To już szacun się należy. Wszak to symbol potu i znoju.

Oczywiście takiego gadżetu nikt ze Skry nie posiada (nam też przykro, że polska kadra odpadła w Londynie tak szybko), toteż na Allegro musicie zadowolić się replikami. Szkoda, bo jakby Skra wystawiła swój prawdziwy puchar (ma ich przecież sporo), a nie tylko replikę, to może i sami stanęlibyśmy w szranki, by podjąć się licytacji. Na wieczną chwałę Skry, UNICEF i PGE, rzecz jasna!