Loża Szyderców: Niósł wilk razy kilka, wynieśli i wilka

logo podstawowe- Wraz ze wzbogaceniem zamieszanie rośnie - śpiewał swego czasu Firma. W PGE Skrze Bełchatów ostatnimi czasy zrobił się niezły galimatias, a pewne sprawy są dość mocno i dokładnie zamiatane pod dywan. A może ktoś pozazdrościł znajomym ze Sportowej? Tam fetor wyobywający się z szatni dość szybko uprzątnęli i teraz niby wszystko jest cacy oraz lśni na połysk.

Smród z klubowej szatni unosił się dość długo. Wszyscy przechodząc tam z zakrytym nosem udawali, że nic nie czują, a co najwyżej pachniała im boiskowa trawa. Na szczęście znalazł się bohater, który uderzył pięścią w stół i podjął męskie decyzję. - Ty, Ty i Ty! Brać swoje rzeczy i won z tej szatni. Żebym Was tu więcej nie widział! - mógł wtedy krzyknąć, choć równie dobrze mogło się to odbyć w inny sposób. W jaki? Nieistotne. Istotne było to, że z szatnią PGE GKS Bełchatów rozstali się ci, którzy dbali o to, by atmosfera w niej była mało przyjemna. Wśród "Trzech muszkieterów" znalazł się Kamil Kosowski, Mate Lacić oraz Łukasz Budziłek.

stad__20110806_018
To był bolesny upadek gwiazdy polskiej piłki...

Ten pierwszy nagle przypomniał sobie, że przecież jest świeżo upieczonym ojcem i może warto spędzić ten czas z synem. Toteż pokombinował, dokumenty dostarczył i zamiast leżeć na zielonej trawce, wyleguje się w domowym zaciszu. Tym samym mała pociecha "Kosy" przykuwa więcej uwagi niż fakt, że klub który pozwolił mu jeszcze odciąć kupony od wielkiej przygody z piłką ledwo dyszy i sapie na dnie ligowej tabeli.

Co z pozostałą dwójką? Bałkański charakter Lacicia sprawił, że ta degrengolada przysporzyła mu problemów zdrowotnych i na to niby są odpowiednie papiery. Szkoda, bo Chorwat długo uchodził wsród kibiców GieKSy za bohatera. Twardy, nieustępliwy charakter, walczący do końca o swoją drużynę. No, ale jak powiedział klasyk, mężczyznę poznaje się po tym jak kończy... Koniec sympatycznego Chorwata w GKS jest daleki od ideału i o pozostaniu bohaterem fanów w biało-zielono-czarnych szalikach może już zapomnieć. Każdy dobrze wie, że granica od bohatera do zera, jest bardzo cienka. Bardzo...

Z kolei wychowanek GKS zamiast się wstydzić swojego upodlenia, próbuje przekonać kolejnych naiwniaków na swój "styl bramkarski" i fakt, że przecież potrafi nurkować przed polem karnym głową do piłki lecącej... po ziemi. Trzeba przyznać, że w takich chwilach napad śmiechu ciężko jest opanować. Ale co nas w tej kwestii boli? Kto jak kto, ale żeby wychowanek klubu załatwiał się do własnego gniazda... szacunku trochę! Jak gryziesz rękę, która cię karmi, to będziesz chodził głodny. Ot, co. Bo walczyć o swoje można, ale najlepiej udowodnić to na boisku, a nie poza nim.

DSC08655
Od bohatera do zera krótka droga...

Jak się okazuje, tajemnica szatni to tajemnica poliszynela. Czyli wszyscy wiedzą, ktoś się domyśla, ktoś słyszał, ale nikt o niej głośno nie mówi. W Bełchatowie tak mieszali, tak smrodzili, że wyszedł jakiś nijaki kogiel-mogiel. We Wrocławiu najwyraźniej nie ucząc się na błędach, też prawdopodobnie odstawią trójkę graczy - dwóch Polaków i obcokrajowca. Tylko ich afera możliwe, że zostanie okraszona hasłem "Gikiewicz brothers", bo przecież "Dwóch za jednego, jeden za dwóch!".

O zamiataniu spraw pod dywan wspomniał ostatnio niejaki Dejan Vincić, jeszcze niedawno zawodnik PGE Skry. - W klubie próbuje zamiatać się wszystko pod dywan. Cała Polska jest zaskoczona tym co się dzieje. Wokół klubu jest wiele negatywnych spraw. To jest bardzo zaskakujące - mówił Słoweniec, który zaledwie po dwóch miesiącach rozstał się z bełchatowskim klubem. Czy to nie jest upokarzające dla gracza, który przychodził do kraju nad Wisłą z inną nadzieją? Do tego powiedział głośno to, co może nie powinno dotyczć pierwszej drużyny, ale grup młodzieżowych i owszem.

W podobnym stylu pożegnano się z Yoslayderem Calą. Po trzech miesiącach ktoś ustalił, że jak się rozstaną, to będzie wygodniej. - Dla mnie, i dla nas - pewnie pomyślał, dodając na samym końcu, że zawodnik na to przystał bo przecież nie ma tu wygodnych foteli na ławce rezerwowych, a trzeba się męczyć stojąc w kwadracie między barierkami. Lepiej wpaść na to późno niż wcale... Tylko jaki jest sens kontraktowania zawodników za "nasze" pieniądze na chwilę? To nie jest zabawka na Mikołajki, którą można wyrzucić. Jednak jak widać, nie dla wszystkich. Virtual to nie real, a real to nie virtual.

fot074
Jednym z tych, których trafiono rykoszetem był sympatyczny Yosleyder Cala

Dodajmy, że to rzecz nie mająca pracedensu w niby zawsze poukładanym klubie. Pamiętacie, by kiedykolwiek Skra myliła się na transferach? Ba, zawsze dwa tygodnie po zakończeniu kolejnym mistrzostwem sezonu, Konrad Piechocki miał już skompletowaną ekipę na kolejne rozgrywki. I rzadko sie mylił, bo przygotowane przez niego transfery zawsze wypalały. Teraz być może wypalił się prezes i jego pomocnicy od podejmowania kluczowych decyzji. W końcu tyle lat w jednym miejscu może człowieka znużyć. Dlatego nie śmiejscie się, jeśli widzicie szefa Skry w towarzystwie brodatego szejka. Budował już Konrad Piechocki siatkówkę w Bełchatowie i żeńską na Pomorzu. A nóż zapragnie tego samego w opływającym petrodolarami Bliskim Wschodzie?